Cześć i czołem!

Powstawanie mojej strony trwało dłużej niż zakładałam. Wiosna minęła, czereśnie dojrzały, peonie przekwitły, wiaterek już chłodny i śliwki tłoczą się na straganach.

Na mojej stronie goszczę się i moszczę na dobre od dziś.

W kwietniu wymyśliłam, że przez najbliższy rok, miesiąc po miesiącu będę eksperymentowała z 12 obszarami, które dotyczą tego jak pojmuję dobre życie.

W przerwie między jednym a drugim remontem, takim czy innym przedsięwzięciem będę pisała o moich poszukiwaniach i rożnych opcjach, by:

  1. Oszczędzać;
  2. Zarabiać;
  3. Pracować, jak lubię;
  4. Upraszczać;
  5. Regenerować się;
  6. Ruszać się więcej;
  7. Jeść dobrze;
  8. Dbać o relacje;
  9. Porządkować wnętrze (dom);
  10. Porządkować wnętrze (emocje, duchowość);
  11. Sprytnie remontować;
  12. Mój własny obszar to: – tu będzie raczej niespodzianka, bo na ten moment nie wiem, jaki obszar się wyłoni. Zobaczymy za rok.

Jeśli masz chętkę, ściągnij plakat dom z oddechem oraz 12 pomysłów na wzbogacenie Twojego życia.

Wrzesień zaczynam tematem oszczędzania. Zawiało nudą?

No tak, słowo „oszczędzanie” nie brzmi porywająco, bo oznacza, że kitrasz pieniądze na boku, nie wydajesz na byle co, bo masz cel! Noooo! Słowo „cel” brzmi już bardziej porywająco, prawda?

No bo w końcu, jeśli chcesz iść do fryzjera, pojechać na warsztat jogi czy kupić kaszę jaglaną bio, to masz do wyboru: wydać z bieżącego albo z odłożonego źródełka.

Ja od dłuższego już czasu odkładam pieniądze na różne extrasy.

Po to właśnie, że kiedy pojawia się TEN wydatek, to sięgam po zaskórniaki i nie wydaję z bieżących pieniędzy. To nie dotyczy kaszy jaglanej bio, ale sama wiesz, że pasje są w cenie.

Nie próbuję przypiąć sobie etykiety: Masterka Oszczędzania. Czasem jestem Sierotką Oszczędzania,  bo wyrzucam niezjedzony jogurt (nie mój, na Boga!), albo przepłacam za płytki do kuchni.

Mam jednak taki myk w głowie, by szukać i znajdować sposoby na większe i pewniejsze oszczędności, a także takie, które dzieją się trochę automatycznie (o tym będzie kiedy indziej).

Nie lubię pamiętać o milionie detali. Wolę zapisywać je w Kalendarzu Google, czy aplikacji Trello.

No a tymczasem, podzielę się z Tobą tym co robię i dodatkowo planuję w tym miesiącu.

To co robię na co dzień, to:

Prywatnie:

  1. W ramach mojego rachunku osobistego mam założonych kilka celów-skarbonek. Określona kwota lub końcówka, zaokrąglająca kwotę przelewu do np. 10, 100, 1000 leci na oddzielny rachunek. W ten sposób, bez dodatkowego rozkminiania odkładam co miesiąc do kilkuset złotych.

Raz na kilka tygodni sprawdzam stan kont i decyduję co dalej lub wydaję na wg potrzeb np. na fryzjera czy kosmetyczkę.

  1. Mam ustawione zlecenia stałe – ustalone kwoty lecą na zdefiniowane rachunki. Raz na kilka miesięcy decyduję co dalej robić z tymi pieniędzmi – np. IKE, IKZE, w planach ETF-y
  2. Wszystkie 5 złotówki lądują w specjalnym, szklanym słoiku. Napis karteczce przyklejonej do wieczka głosi – zbieram na przyjemności! Nie podbierać! Przyznam się bez bicia, że w słoiku jest sporo miejsca, więc opróżnię go i podliczę zawartość jak się elegancko wypełni. Aha, wcześniej stosowałam wariant woreczkowy i w kilka miesięcy uzbierałam ponad 700 zł.

Zawodowo (tu w ramach kryptoreklamy 🙂 przypomnę, że przygotowuję mieszkania do wynajmu i sprzedaży, więc pole do oszczędności jest całkiem spore):

  1. Prawie zawsze negocjuję ceny przy zakupach przez Internet – pytam o rabaty na materiały wykończenia i wyposażenia wnętrz. Stacjonarnie też mi się zdarza negocjować, ale to jest super temat do pogłębienia.
  2. Zawsze negocjuję bezpłatną wysyłkę – nawet 15 zł piechotą nie chodzi. 🙂
  3. Zanim kupię porównuję ceny m.in. na Ceneo, OLX, Allegro.
  4. Wykorzystuję do dekorowania wnętrz to co mam w zasobach, a jeśli kupuję to z rozwagą, i jak się da, w ramach wyprzedaży.
  5. Kumuluję wysyłki – jadę do IKEA z listą, kupuję na oleole za jednym zamachem to czego potrzebuję. Mam do tego kombo tabelkę – w niej zapisuję maczkiem wszystko.
  6. Dekoruję ściany plakatami marki, którą prowadzę – Sunday is Monday. To akurat duża frajda mieć w zasobach plakaty, które wystrzałowo wyróżniają wnętrze.

Mieszkanie: Nawrot 48, Łódź, plakat: Niezła Sztuczka, Sunday is Monday

Wracając do oszczędzania i planów na wrzesień, chciałabym mocniej eksplorować 2 tematy:

Prywatnie:

Stop z kawkami i jedzeniem na mieście.

Dam znać ile oszczędzę i czy to w ogóle miało sens i czy bardzo emocjonalnie bolało.

Skąd ten wybór? Mam po prostu poczucie, że za dużo złotówek przelatuje mi tu przez palce.

Zawodowo:

Będę masowo rozmawiała o cenach przy zakupach stacjonarnych oraz usługach wszelakich. Spróbuję negocjować każde zakupy, a szczególnie powyżej 200 zł. Podzielę się na bieżąco jak mi idzie.

Skąd ten wybór? Wiem, że warto rozmawiać i pytać o możliwości oszczędzenia, ale też wiem, że to wymaga odwagi i pokonania wstydu.

Zobaczymy jak mi z owym wstydem pójdzie.

No to już.

Wiem, że nie stawiam sobie wielkich i bardzo ambitnych celów.

Wybieram zacząć i zrobić plan minimum niż naobiecywać sobie i Wami, a potem leżeć i kwiczeć, ze się nie powiodło.

Lubię tabelki – a Ty? Ja linkuję jedną od siebie. Piszę w niej na czym możesz realnie zaoszczędzić. Zamieszczę w niej także moje rezultaty. Może będziesz ciekawa rzucić okiem?

No właśnie. Bardzo mnie ciekawisz, a w szczególności, to na co chciałabyś odłożyć trochę grosza.

Może na wypasiony olejek eteryczny, kombinezon płetwonurka albo poduszkę finansową?

Zrób to dla siebie i zapisz na co chcesz oszczędzić i jaka jest tego wartość. Podziel przez ilość dni (np. 30) i kombinuj jak tą kwotę odłożyć.

Może wystarczy zlecenie stałe na koncie, może słoik do którego będziesz wrzucała wszystkie 5 złotówki. A może to zupełnie inny sposób. Ważne, żebyś zaczęła i codziennie robiła hop do przodu! 🙂

Pisz, pisz, chętnie Cię poznam!

Emi