Dzień dobry!

We wrześniu rozpoczęłam eksperyment o nazwie dom z oddechem i tym samym zaczęłam przyglądać się różnym atomom życia, które wpływają no to jak się mam. Jak mi się myśli, czuje, działa.

Po prostu lepiej żyje.

 

Plakat: dom z oddechem, Sunday is Monday,

We wrześniu przyglądałam się tematowi oszczędzania i zdecydowałam się na dwa konkretne kroki:

Po pierwsze od 9 września nie stołuję się na mieście i mam tu na myśli wszelkie kawy na stacjach benzynowych czy jedzenie w knajpach. Wśród moich bliskich temat jedzenia jest, jak rozmawianie o pogodzie przez górali. To nasz życiowy lajtmotiv. Ja, mój syn i mąż i brat i rodzice i najbliżsi przyjaciele ciągle gadamy jedzeniu, analizując różne smaczki, porównując, kto i gdzie jadł ostatnio coś pysznego. Temat mamy po prostu w krwi i już pewnie rozumiesz, że w moim przypadku, odmawianie sobie jedzenia poza domem jest równie okrutne, jak odmawianie sobie mycia zębów z rana 😉

Tymczasem wrzesień się kończy i moja radość rośnie, bo w budżecie, w pozycji: „jedzenie na mieście” (licząc od 9 do 28 września), widnieje kwota 0 zł. Wcześniej w ciągu miesiąca wydawałam ok. 200-300 zł.  

Przyznaję, że odnotowałam jedną, kontrolowaną wpadkę, bo wczoraj czyli 29 września, byłam na spotkaniu warszawskich Inwestorek (networkingowe spotkania kobiet działających w branży nieruchomości). Prowadziłam krótki i bardzo intensywny warsztat, poznałam zaangażowane, pełne pasji Dziewczyny.

No i także po prostu zjadłam kolację. Nie robię sobie z tego tytułu żadnych wyrzutów. W końcu było to spotkanie stricte związane z pracą 😉

Podsumowując, temat „nie wydawania na mieście”, postanowiłam, że to co umownie zaoszczędziłam, czyli 300 zł przeleję na oddzielny rachunek i w kolejnych miesiącach, będę tam dolewać kolejne zaoszczędzone kwoty. Myślę, że nie będę już tak reżimowa i czasem gdzieś wyskoczę. Grunt, to trzymać rękę na pulsie wydatków-zachcianek.

W konsekwencji podjęcia się tego pozornie małego wyzwania, zaobserwowałam, że uwrażliwiłam się w temacie wydawania pieniędzy w szerszym znaczeniu.

We wrześniu nie kupiłam żadnych ubrań, książek, kosmetyków.

I żyję 🙂 I mam w co się ubrać i co czytać. Wczoraj poszłam jeszcze o krok dalej i zapisałam się do łódzkiej Biblioteki Miejskiej, a tym samym wracam do latami nie praktykowanego  wypożyczania książek.

Moim drugim wrześniowym pomysłem na oszczędzanie, było negocjowanie cen.

I tu z powodu ograniczenia wydatków pole do działania ograniczyło się znacznie. Wykupiłam usługę Smart na Allegro, wynegocjowałam też konkretną kwotę 2800 zł brutto na usłudze pośrednictwa sprzedaży mieszkania, z której jednak…nie skorzystam (pozdrawiam serdecznie super kompetentną Pośredniczkę!). W przypadku zakupów przez Internet, kilkakrotnie rozmawiałam o niższej cenie czy bezpłatnej wysyłce.

Przyznam się, że spodziewałam się bardziej spektakularnych rezultatów. I wiesz co? Nie załamuję rąk!

To co wykiełkowało przez ostatnie tygodnie, to nawyk regularnego rozmawiania o cenach. Dość wyraźnie otworzyłam się na to, by pytać o obniżkę czy możliwości bezpłatnego transportu.

Moje dotychczasowe opory mocno się uelastyczniły i mam zamiar dalej praktykować sztukę negocjacji 😉

Tym bardziej, że w październiku temat pieniędzy będzie kontynuowany. Tym razem będę pisała o zarabianiu.

Przygotowując się do tematu widzę, że nie tylko nieruchomości staną w świetle reflektorów.

Pojawią się inni aktorzy. Pierwszego i drugiego planu. Wszystko przed nami 🙂

Jeśli Cię zaciekawiłam, napisz koniecznie. Jeśli zechcesz dodać coś od siebie, bardzo ucieszę się z wymiany.

Dobrego dnia! Emi

Przydatne linki:

-Przygotowałam dla Ciebie krótką ściągę -19 pomysłów na oszczędzanie.

-www.sundayismondayhome – plakaty do Twojego wnętrza

-Jestem w trakcie rocznej przygody, którą nazwałam dom z oddechem. Miesiąc po miesiącu tropię, co jest przydatne, by dobrze żyć. Stwórz swój własny dom z oddechem, pobierz plakat i 12 pomysłów na cały rok